O mnie

Czym jest dla mnie fotografia? To nieustanne poszukiwanie i ćwiczenie uważności. To zachwyt świat(ł)em i człowiekiem. To w końcu mieszanka autentyczności, poczucia humoru, pasji i indywidualnego podejścia. Wychodzi na to, że fotografia to… życie. :)
Początki :)

Nie urodziłam się z aparatem w ręku, ale odkąd pamiętam zachwycały mnie “momenty” - coś czego zazwyczaj nie dostrzegali inni w moim otoczeniu. Ciągnęło mnie do artystycznej strony życia. Do tego lubiłam “wypstrykiwać” klisze w starym (wtedy w nowym) Kodaku, który młodsza siostra dostała na komunię. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że można tak “pstrykać” i się “zachwycać” całe życie i zawodowo.

Rozmyte tło i motylki...

Później za sprawą wujka z Ameryki (dosłownie) weszłyśmy z siostrą w posiadanie bardziej zaawansowanej “małpki”, która już udawała lustrzankę - a więc rozmyte tło robiło robotę i nie przepuściłam żadnemu motylkowi. Miałam wtedy jakieś 20 lat i nadal nie sądziłam, by z rozbudzonego hobby uczynić sposób na życie. Wszak wszyscy dookoła kręcili głowami i “dobrze radzili”, by zająć się czymś poważniejszym niż artystyczne zapędy (rysowanie i wszelkie prace z pogranicza rękodzieła, także zajmowały mi wiele czasu).

Fotografia mobilna

Wraz z erą smartfonów nastały czasy, kiedy każdy mój telefon miał za mało pamięci - ile by jej nie miał na starcie. Sporo tej mobilnej fotografii było. Ale nadal nic - nie udało mi się połączyć kropek, by zrobić z tym coś więcej. No i w życiu należy zajmować się poważnymi rzeczami - studia, praca… Co nie?

Zawód logopeda

I tak oto wykształciłam się na logopedę, później na neurologopedę, a nawet specjalistę od emisji głosu. Prowadziłam terapię małych dzieci oraz pracowałam z dorosłymi przeszło 15 lat. I wiecie co - to było naprawdę fajne, lubiłam to. Miałam też informacje zwrotne o sobie, że jestem w tym dobra i realnie pomagam ludziom. Wszystko pięknie! Ale moja moc się kończyła. Prawdopodobnie przez to, że nie umiałam odkryć co tak naprawdę mnie grzeje od środka. Nie umiałam usłyszeć i zobaczyć, nazwać i zaopiekować się tym.

Wsparcie męża

Ale umiał to zrobić pewien mężczyzna, którego poznałam po 30tce. Sprawy między nami potoczyły się szybko i gładko - wszak jak znajdujesz odpowiednią osobę do wspólnego życia, to WIESZ. I tak mój mąż stał się ojcem nie tylko naszej córeczki, ale też mojej fotografii - w pełnej i zawodowej krasie.

Nauka i mentorzy

Jeszcze sporo przed pojawieniem się naszej córki zaczęłam się uczyć - dniami i nocami - i zgłębiać tajniki profesjonalnej fotografii. Nigdy mnie to nie męczyło, zawsze ładowało po brzegi pozytywnie, ciągle chciałam więcej. I tak jest do dziś. Tak - jestem samoukiem. Bo ja od dziecka wszystko “siama”. Kiedy wiedziałam, że ułożyłam samodzielnie tyle puzzli wiedzy ile można i nie umiem załatać pewnych luk - zaczęłam chodzić na warsztaty, kupować kursy i szkolenia. Wybrałam sobie (a jestem w tym względzie wybredna) doskonałych nauczycieli.

Trudne wybory

Co z logopedią - ktoś może zapyta. Ano próbowałam łączyć obie profesje. I o ile przed narodzinami córeczki to jakoś szło, o tyle później była już równia pochyła. Moja głowa potrzebowała skupić się na jednej zawodowej drodze. W myśl zasady - “robisz dobrze, jeśli robisz jedną rzecz” oraz “nie da się być ekspertem we wszystkim”, czy jakoś tak. A za nic w świecie nie chciałam by ucierpieli na tym moi pacjenci, no i rodzina.
Należało dokonać wyboru…

Doświadczenie

Nie żałuję ani jednego dnia kiedy byłam aktywnym terapeutą - mój zawód dał mi solidne przygotowanie do bycia mamą i… fotografem! Tak, tak - bo dzięki doświadczeniu terapeutycznemu jest mi łatwiej poprowadzić fotograficzne spotkanie z drugim człowiekiem.
Nie straszne mi biegające i energetyczne dzieciaki podczas sesji. Umiem dać przestrzeń tym, którzy są bardziej introwertyczni i potrzebują czasu. Rozumiem potrzeby osób neuroatypowych (bo sama nią jestem). Jak kameleon potrafię dostroić się do panujących warunków. Moje bogate doświadczenie owocuje także w tym zawodzie. Taki paradoks mojego życiowego twista. Bardzo pozytywny, nie uważacie?

A dzisiaj?

Dziś jestem przekonana, że idę dobrą drogą. I czuję też, że dopiero się rozkręcam (nie wierzcie tym, którzy wmawiają Wam, że musicie mieć poukładane życie w wieku 25 lat!). Codziennie karmię mojego małego głoda kreatywności - a ten ma niepohamowany apetyt!
Czy jest łatwo, jeśli robię to co kocham? A skąd! Ale jest lekko tam w środku, bo jest pewność, że w końcu to jest TO.

Jeśli dobrnęliście do końca tej opowiastki to może macie ochotę przekonać się jak widzę świat przez szkło obiektywu? Wasz świat.

Do zobaczenia na życiowych ścieżkach!

Marta - ludzki fotograf.

„Martuś, Ty naprawdę jesteś ludzki fotograf – z sercem na dłoni, kochająca autentyczność i dobrą energię! Totalnie mój fotograf :)”

Beata – mentorka